Witam,
=========
> Na Ksiezyc tez mozna, czemu nie.
> Oczywiscie w stylu Apollo nie ma wiekszego sensu juz -
> jezeli, to z zamiarem postawienia stalych baz
> (np. obserwatoriow na drugiej stronie).
===========
Dokladnie.
========
> > tylko w celu dlugofalowego wykorzystania
> > tego ciala jako doskonalego portu kosmicznego dla dalszych wojazy.
> Ee, to nie ma sensu. Ksiezyc nie ma warunkow na port kosmiczny -
> paliwa nie ma z czego na miejscu produkowac, a wozic z Ziemi,
> to czysta strata, bo tylko zuzywa sie ekstra paliwo na pokonywanie
> ciazenia Ksiezyca tam i z powrotem - przy ladowaniu transportu
> paliwa i czego tam jeszcze trzeba z Ziemi (nie da sie wyladowac
> hamowaniem atmosferycznym, jak na Marsie np.), i przy starcie
> statku z Ksiezyca do dalszych wojazy...
> Znacznie taniej startowac do dalekich wojazy z ziemskiej orbity.
> > =========
OK. Moge sie czesciowo zgodzic, ale przyszlosci i tak nie da sie
przewidziec. IMHO Ksiezyc i tak bedzie w przyszlosci zasadniczym
przystankiem i punktem wypadowym dla dalekich misji. Ale nastapi to wtedy,
gdy w kosmos beda sobie mogli latac przecietni obywatele, bo zaawansowana
technika lotow kosmicznych obnizy koszty do dzisiejszych przelotow
samolotami. W kazdym badz razie, Ksiezyc i tak musi zostac skolonizowany,
przynajmniej skolonizowany kilkudziesiecioma astronomami, inzynierami i
geologami, ktorzy w dwoch, trzech malych bazach badz jednej sporej
wielkosci, beda sobie mogli realizowac zakladane zadania. Nie uwazam, ze
Ksiezyc to doskonale miejsce na wielkie miasta, z tym, ze jeszcze wieksza,
niepraktyczna bzdura sa dla mnie pierscieniowate miasta na orbicie ziemskiej
(badz w punktach Lagrange'a). Jesli ludzkosc wyprowadzi sie na dobre zza
Ziemie, to pewnie pierwsze male miasta-bazy powstana wlasnie na Ksiezycu
oraz - nieco pozniej - Marsie.
==========
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst -> > =======
> > Pytam na wszelki wypadek :-), bo zaczales prawic o Marsie
> > a to fantastyka rodem z Discovery.
> Skadze. Technologia jest, tylko poskladac do kupy,
> koszt energetyczny bardzo zblizony do lotu na/z Ksiezyca,
> koszty oszacowano i nie sa zawrotne (pisane bylo o tym
> szczegolowo niedawno na grupie), warunki na Marsie latwiejsze
> niz na Ksiezycu, bo podobniejszy do Ziemi:
> - atmosfera, rzadka ale zawsze - mozna ladowac hamowaniem
> atmosferycznym [juz to wyprobowano], chroni w duzym stopniu
> od promieniowania [nie to, co zupelnie "goly" Ksiezyc];
> - doba prawie Ziemska [mozliwa wegetacja roslin w szklarniach
> bez sztucznego oswietlenia, czego nie da sie zrobic na Ksiezycu];
> - mozna produkowac paliwo na miejscu [C02 + H20; na poczatku,
> poki sie nie znajdzie wody, mozna dowozic H2 z Ziemi, a stanowi
> on tylko nieznaczny procent masy docelowego paliwa];
> - ciazenie ponad dwa razy wieksze niz na Ksiezycu [mniejsze
> efekty biologiczne dla astronautow],
> - i jeszcze pare pomniejszych.
==========
Ale obecnie decyduje odleglosc. Ksiezyc a Mars. Owszem, gdyby oba te ciala
zamienic miejscami to na Marsie juz dawno mielibysmy baze (tak sadze, a
przynajmniej Zubrin by nie przepuscil :-) ), ale Mars to w najlepszym razie
49 mln km (jesli sie nie myle), a na chemicznym, prymitywnym i juz smiesznym
w skali kosmicznej paliwku to mozemy sobie latac na orbite i na Ksiezyc. Na
niekorzysc Marsa dodalbym czas lotu. Wiadomo, ze nie odwrocimy sytuacji,
ale - uwazam - powinnysmy na biezaco korzystac z naszego sasiada, zalozyc
nawet na jego powierzchni tymczasowa baze treningowa, pozwalajaca
przystosowac zalogi do ekstremalnie wrogich warunkow. Te same zalogi moglyby
(po takim polrocznym treningu) szykowac sie do misji marsjanskich.
Wiem, ze powiesz, ze takie treningi byly juz i sa przeprowadzane na Ziemi,
ale jednak to tylko Ziemia i tu tylko sie symuluje trudne warunki. Na
Ksiezycu te warunki beda naturalne i zaloga zdazy sie oswoic z sytuacja.
Przy okazji pomoc, jaka moze w krytycznej sytuacji, nadejsc z Ziemi (w
przypadku utraty wszelkich szans na samowystarczalny ratunek z powierzchni
naszego sasiada) to kwestia dni (jesli planuje sie - a na pewno - sytuacje
awaryjna - ewakuacje itp.). A w przypadku Marsa? Pol roku? W krytycznej
sytuacji, gdy - np. zawiedzie nawet statek ewakuacyjny czy chociazby
zubrin'owski ERV - to raczej koniec przygody. Zaloga moze wyzyje na
"lisciach" hodowanych w tymczasowych szklarniach (ale jezeli nawet to
zawiedzie.....).
===========
> Jedyna przykrosc do dluzszy czas podrozy (patrz nizej).
> > ========
Owszem, ale b. istotna, poza tym dodalem cos jeszcze (patrz wyzej)
=============
> To zabojcze promieniowanie to taki sam falszywy straszak, jak
> te pare kilo plutonu na Cassinim...
============
Byc moze, ale te pare kilo plutonu (gdyby Cassini w 97 eksplodowal wraz z
wynoszaca go rakieta) raczej moglo spowodowac powazne zagrozenie. Rozne byly
zreszta opinie, i to nie tylko zadnych sensacji pismakow tworzacych cuda dla
szmatlawcow.
==========
> Szybsza podroz niz po trajektorii hoffmanowskiej (lub niewiele
> szybszej) ma te wade, ze jak cos nawali przy hamowaniu u celu,
> statek z zaloga odlatuje w sina dal i nie ma sposobu ratunku
> (to ganianie w skafandrach marsjanskiego orbitera, jak w filmie
> "Misja na Marsa" to kompletna bzdura...).
==========
Jasne. Caly film to zreszta katastrofa. Niby w klimacie 2001 (odysei
oczywiscie), ale De Palma dal generalnie popis totalnej niewiedzy na temat
Marsa. A koronnym tego przykladem jest wlasnie scenka na orbicie. Za to
rowniez koronnym przykladem "mody na Marsa" jest pierwsza scena z wedrujacym
po jego powierzchni szesciokolowym kurduplem-zwiadowca - ewidentny wplyw
misji Pathfinder na umysl dobrego (do czau wejscia na ekrany tego filmu)
rezysera. Dziwie sie, ze De Palma nie konsultowal scen ze specjalistami z
NASA badz JPL (bo jesli tak..... to rece opadaja).
=========
> Trajektoria zblizona do hoffmanowskiej zapewnia w takim przypadku
> swobodny powrot w poblize orbity Ziemi, gdzie misja ratunkowa moze
> gosci przechwycic. A 6 miesiecy podrozy to nie jest nic
> takiego strasznego, kiedys tego rzedu czas plynelo sie do Ameryki
> i nikt tak strasznie nie labidzil...
========
Hmmm... powiem inaczej. To wszystko prawda, ale... tak lubimy ten Mars, tak
pragniemy tam latac.... ale nie potrafimy ladowac. Moze mamy opracowane
schematy lotow miedzyplanetarnych (przynajmniej dla misji bezzalogowych),
ale z ladowaniami - zero sukcesow. Tak naprawde to udalo sie to nam tylko
dwa razy (Viking oczywiscie). Pac-fajnder to oczywiscie rozwiazanie
ekstremalnie dziwaczne i niestosowalne dla przyszlych misji zalogowych :-)
Moze jednak najpierw wyslijmy armady ladownikow, chociazby glownie po to, by
byc pewnym stosowanych napedow, silniczkow hamujacych, wlasciwego, niemal
niezawodnego w takich momentach oprogramowania. Dzisiaj tego nie ma. Pomijam
juz "Cziper, Faster" itd.itd., ale zacznijmy na serio opanowywac jakas
technike ladowania, nie eksperymentujmy z poduszkami, bo i tak nic ten
pomysl nie wniesie do misji zalogowych. I tu znowu - Ksiezyc jest juz
sprawdzony - moze jednak jego najpierw gruntownie opanowac (zalogowo), w
miedzyczasie rownolegle bezzalogowo (ale armadami - nie jak dotad) badac
Marsa. Moze chociaz ktoras na 20 sond laskawie wyladuje. I oczywiscie mam na
mysli sondy zbudowane solidnie i solidnie przetestowane, nie wyposazone w
Windows (jak s.p. MPL ;-) ) itp. :-)
=============
> > Projekt ARTEMIS moze Ci sie wydawac zabawny, ale rownie zabawny
> > jest takze Zubrin, czyli "z motyka na Slonce. tj. Marsa".
> Ani Artemis, ani Zubrin nie sa zabawni. Oba projekty sa do sensu.
==========
W porzadku, ale po co sie pchac na koniec miasta, jak nie zadomowilismy sie
na podworku? I tak w b.dalekiej przyszlosci konieczne bedzie opanowanie
sposobu zycia nie tylko na Marsie, ale takze na ksiezycach Jowisza czy
Saturna, stad poligon na Ksiezycu tak czy siak jest nam potrzebny, wlasnie w
sluzbie przyszlosci i latwiejszego, sprawdzonego, opanowywania Ukladu
Slonecznego. Mozemy w tej chwili cudownie fantazjowac, ale tak moze byc za
200-300 lat.
===========
> W przestrzeni kosmicznej taka "bliskosc" niekoniecznie
> oznacza wielka latwosc podrozy. Energetycznie (= paliwo)
> to prawie to samo - by osiagnac Ksiezyc trzeba i tak uzyskac
> szybkosc prawie rowna szybkosci ucieczki z Ziemi, a dodatkowo
> trzeba jeszcze hamowac przy ladowaniu rakietami, zuzywajac paliwo,
> gdy na Marsie mozna wyhamowac atmosferycznie.
=========
OK. Kwestia hamowania i zuzycia paliwa to jedno, ale nadal wydaje mi sie, ze
na korzysc Ksiezyca przemawia jego bliskosc i latwosc dostepu w sytuacji
wymagajacej natychmiastowej interwencji z Ziemi. Nie oszukujmy sie, ze przy
obecnych mozliwosciach technicznych/napedowych - tak jak juz wczesniej
zreszta pisalem - w sytuacji kryzysowej Mars oznacza totalna katastrofe.
Jesli nie zadziala ERV czy jakis inny srodek przeznaczony wylacznie do
ewakuacji (cos jak CRV X-38 w ISS), do tego doliczmy gruntowna awarie
szklarni, urzadzen produkujacych tlen czy oczyszczajacych wode itp. - to
kropka, czworke smialkow mozna spisac na straty. Obecnie - numer jeden w
astronautyce - ISS znajduje sie bliziutko Ziemi a i tak wszyscy trzesa
portkami na sama mysl o jakiejkolwiek, powaznej awarii. Do Ksiezyca taka
potencjalna pomoc moglaby dotrzec zalozmy w 5 dni, a na Marsa? Znowu mamy
ten problem. Oczywiscie nie uwazam, ze powinnysmy czekac na grawitoplany czy
inne cuda, ale nie szalejmy. W pelni zgodzilbym sie z Toba, jesli tylko na
co dzien stosowaloby sie w lotach kosmicznych (tych dalekich, bezzalogowych)
sprawdzone, duzo bardziej wydajne tzn. "szybsze" napedy typu jadrowy czy
inne nastepnej generacji. Teraz czeka nas ich wdrozenie i raczej dopiero
wtedy mozemy smialo mowic o podboju Marsa oraz nawet innych cial naszego
ukladu. To oczywiscie tylko moja opinia, ale tak wlasnie sadze i tak uwazam.
==============
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst -> > W zamian za dalsza jego eksploracje wolimy zasmiecanie orbity
> > i wymyslanie cudow o Marsie wraz z towarzyszacymi mu uparcie
> > nudnymi juz do kwadratu teoriami o zyciu, ktore tam sobie gdzies
> > moze
... wiecej »