W kwestii formalnej: dyskusja bylaby czytelniejsza,
gdyby stosowal Pan ogolnie przyjete zasady cytowania
listow, na ktore Pan odpowiada, wraz z odpowiednia
informacja o ich autorach. Jak to sie zwykle robi,
mozna zobaczyc w wielu listach na tej grupie.
W ponizszej odpowiedzi dokladam ze swej strony objasnienia,
ktory kawalek jest czyjego autorstwa, dla unikniecia
nieporozumien (znaczki ZK oznaczaja poprzedni tekst
mojego autorstwa).
Cyc wrote:
> ZK: ----------
> > Obszerna analize problemu "Mars czy Ksiezyc" przeprowadza Zubrin
> > w swojej ksiazce, niedawno wydanej po Polsku:
> > R. Zubrin & R. Wagner, "Czas Marsa - Dlaczego i w jaki sposob
> > musimy skolonizowac Czerwona Planete", Proszynski i S-ka,
> > Warszawa 1997 (tyt. oryg. "A Case for Mars").
> Zgadza sie. Ksiazka jest znakomita, aczkolwiek chwilami Zubrin
> zapedza sie z lekka za daleko. Za bardzo zaczyna kombinowac
> z globalnym terraforming'iem. Na razie trzeba to schowac
> miedzy bajki,
No nie powiedzialbym, ze miedzy bajki. Projekt terraformowania
Marsa ma solidne podstawy naukowe i technologiczne, nie jest
to czysta i nieodpowiedzialna fantazja.
Ale oczywiscie jest to sprawa dalszej przyszlosci.
Zubrin bynajmniej nie twierdzi, ze mozliwosc przyszlego
terraformowania Marsa stanowi jakis istotny argument za
realizacja badan Marsa wedlug jego koncepcji.
Kresli tylko te mozliwosc jako wlasnie mozliwosc
przyszlego sposobu ekspansji ludzi poza Ziemie,
w szczegolnosci zasiedlania Marsa.
Nie rozumiem wiec, czemu czyni mu Pan z tego zarzut...
> bo i tak nie jestem do konca przekonany czy chociaz
> pierwszy etap zubrin'owskiej idei zostanie tak szybko
> (tj. do 2018 roku) zrealizowany.
Oczywiscie nie mozemy byc pewni, czy zostanie zrealizowany.
Ale to nie powinno nam przeszkadzac w jego popieraniu, nieprawdaz?
Jak wiadomo, projekty, ktorych nikt nie popiera, maja raczej
nikla szanse realizacji...
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst -> ZK: ------
> > Mnie jego wywody przekonuja. W skrocie, m.in.:
> > - Koszt energetyczny wyslania misji na Marsa wg jego projektu jest
> > niewiele wiekszy od lotu na Ksiezyc, tylko czas lotu jest znacznie
> > dluzszy (przy wykorzystaniu trasy lotu zblizonej do
> > najekonomiczniejszej orbity transferowej Hohmanna;
> > przy wspolczesnej technice rakietowej i tak sie nie da
> > doleciec wiele szybciej, poza tym orbita Hohmanna jest
> > trajektoria bezpieczna - w razie jakiejs awarii
> > uniemozliwiajacej ladowanie na Marsie, statek sam
> > wraca z powrotem w poblize Ziemi).
> Istotnie, to sluszna uwaga, ale w przypadku Ksiezyca moze,
> aczkolwiek nie musi, byc podobnie. Przypomina mi sie awaria
> Apollo-13 i wykorzystanie ksiezycowej grawitacji (i odrzutu)
> do powrotu na Ziemie.
Owszem, trajektorie Apollo na Ksiezyc tez mialy te wlasnosc,
choc nie do konca (wymagaly "pchniecia" silnikiem w poblizu
Ksiezyca). To, co ja napisalem, to informacja ze projekt
Zubrina daja taka sama mozliwosc bezpiecznego powrotu.
> Jesli nawet sytuacja z Marsem pozwala
> na "darmowy" dolot (w przypadku awarii na jego orbicie) do naszej
> planety, to jednak na niekorzysc calego wojazu przemawia po prostu
> odleglosc i zbyt duze ryzyko zwiazane chociazby z czasem przelotu,
> prawidlowoscia funkcjonowania instalacji produkujacych tlen, wody (w
> ramach zamknietego obiegu),
Nie chodzi tu o odleglosc - dla bezpieczenstwa lotu
w kosmosie nie ma znaczenia odleglosc, tylko czas
i energetyczny koszt lotu, ktore nie zawze sa proporcjonalne
do odleglosci. Np. koszt energetyczny lotu z Marsa na Ksiezyc
jest mniejszy, niz z Ziemi na Ksiezyc...
Czas lotu na Marsa jest faktycznie znacznie dluzszy,
ale jak pokazaly wieloletnie wyprawy stacji automatycznych,
wspolczesna technologia kosmiczna jest wystarczajaco niezawodna
dla wchodzacych tu w gre czasow lotu.
> czy zagrozenia ze strony kosmicznych smieci typu mikrometoroidow.
Wbrew pozorom, niebezpieczenstwo to jest aktualnie wieksze
w poblizu Ziemi. A praktycznie zaniedbywalnie male - chyba mniejsze,
niz ryzyka smierci od uderzenia pioruna na Ziemi...
> Do tego dochodzi zabojcze
> promieniowanie Slonca, na ktorego dzialanie kosmonauci wystawieni
> beda przeciez na znacznie dluzszy okres.
Zabojcze jest ono tylko w momencie krotkotrwalych
rozblyskow slonecznych, wystepujacych co kilka lat.
Dostateczna przed nimi ochrone stanowia sciany statku
(wraz z odpowiednia struktura rozlozenia zapasow podroznych,
zwlaszcza wody, tworzaca "przestrzen chroniona",
w ktorej przebywaja astronauci w czasie rozblysku).
Wszystkie te niebezpieczenstwa Zubrin szczegolowo analizuje
w swojej ksiazce i bierze pod uwage w projekcie.
> Moim skromnym zdaniem, przygoda z Marsem jest mocno necaca
> ale na dzisiejsze warunki technologiczne, mimo wszystko Zubrin
> chyba przecenia szanse bezproblemowego dotarcia do Czerwonej
> Planety.
Niech Pan zauwazy, ze wg jego projektu pierwsza wyprawa
wyruszy za 10 lat od rozpoczecia projektu. Lata te przeznaczone
beda na badania, projektowanie i testowanie elementow i urzadzen
misji, wiec nie beda to dokladnie "dzisiejsze warunki technologiczne".
Jest to i tak czas dluzszy niz czas opracowania ksiezycowych
misji Apollo. A projekt Apollo startowal prawie od zera
(technologicznego, naukowego), w porownaniu z obecnym
stanem wiedzy i technologii kosmicznej.
> Lepiej na poczatek, niestety wiekszym kosztem, ale dla
> regulaminowego bezpieczenstwa i pewnosci - zbudowac duzy,
> ksiezycowy poligon, miejsce, w ktorym astronauci szykowac sie
> beda na prawdziwy podboj Marsa.
Niby po co mamy wydawac kupe pieniedzy na cos, co nam sie malo
przyda do podboju Marsa? Nie chce powtarzac tu argumentow
Zubrina - pisze on obszernie, dlaczego przydatnosc doswiadczen
bazy ksiezycowej jest minimalna dla wypraw marsjanskich.
A zwiekszenie bezpieczenstwa wyprawy na Marsa, takze wedlug planu
Zubrina, to jest tez kwestia ewentualnych dodatkowych kosztow -
silniejsza rakieta -> wiecej zapasow, czesci zamiennych,
zabezpieczen...
> Wydaje mi sie, ze nie powinnysmy
> mimo wszystko od razu skakac po calym Ukladzie Slonecznym,
Kto mowi, ze po calym? Mars jest planeta najblizsza
i najpodobniejsza do Ziemi pod wzgledem warunkow zyciowych,
wiec jest logicznym krokiem jako kolejny etap eksploracji.
> tylko
> sukcesywnie, zachowujac ostroznosc, podbic na dobre orbite......
> ziemska (tak, tak),
Jest juz dostatecznie podbita. To znaczy, opracowanie
tanszych metod wychodzenia na orbite i permanentnej
stacji orbitalnej (nazywac sie ma Alpha) jest jak
najbardziej sensownym programem jej "podboju",
ale akurat dla wypraw na Marsa nie ma to wiekszego znaczenia,
poza ew. potanieniem pozniejszych wypraw.
> bowiem dotychczas szumnie mowiono o
> podboju kosmosu, zapominajac o uporzadkowaniu wielkiego
> orbitalnego smietnika z - ostatnio - Mir'em na czele.
Nie widze zwiazku z "porzadkowaniem orbitalnego smietnika",
a robieniem wyprawy na Marsa.
> A wiec
> najpierw - stacja Alpha, nastepnie mala stacja naukowa na Ksiezycu,
> w kolejnosci - duza stacja naukowa i obserwatorium ksiezycowe
> wraz z dosc pokaznym portem kosmicznym, z ktorego mozna
> juz wysylac nieduze, ale sprawdzone (co najwazniejsze) pojazdy
> zalogowe na Marsa.
No, Zubrin przekonywujaco uzasadnia, ze taki scenariusz
jest malo sensowny. W duzym skrocie - znacznie zwieksza
koszty, opoznia wyprawy w czasie i zwieksza trudnosci i wlasnie
NIEBEZPIECZENSTWA wyprawy - zamiast jednego startu z Ziemi
do lotu na Marsa wymaga startu z Ziemi, ladowania na Ksiezycu
i startu z Ksiezyca, zupelnie nie wiadomo po co...
Prosze zauwazyc, ze najniebezpieczniejszym (i najkosztowniejszym)
elementem podrozy kosmicznych wcale nie jest sam lot,
a wlasnie START i LADOWANIE!
> A po Marsie... coz, bogaty w rudy kopalniane
> pas asteroid, w dalekiej przyszlosci ksiezyce Jowisza itd. itd.
> Pewnie kosztowo proces podboju kosmosu wygladac bedzie w
> ten sposob troche drogo, ale bedzie to proces sukcesywnie
> kontrolowany i sprawdzany, gdzie na pomylki i bledy technologiczne
> nie mozna sobie pozowolic.
Ciagle tkwi Pan w przesa~dzie, ze do wyruszenia na Marsa
trzeba przejsc przez Ksiezyc, bo jest on "po drodze" jakos.
Otoz
mechanika orbitalna jest nieco inna, niz mechanika podrozy
po powierzchni Ziemi: do podrozy na Marsa Ksiezyc wcale NIE jest
"po drodze", wrecz przeciwnie, jest calkiem w bok.
Tym bardziej, ze doswiadczenia z budowa i eksploatacja
baz na Ksiezycu sa praktycznie nieprzydatne na Marsie
(z uwagi na znacznie odmienne warunki), a takze znacznie
bardziej skomplikowane i drozsze (znow - z uwagi na warunki
na tych cialach). Argument technologicznego stopniowania
trudnosci daje wynik przeciwny - nalezy z budowa stalych baz
zaczynac wlasnie od Marsa, ktory jest pod tym wzgledem
latwiejszy do zagospodarowania! Takze jesli idzie o ladowanie -
na Marsie jest latwiejsze (patrz nizej).
> Zreszta, tez chcialbym od razu leciec sobie na Marsa (jak chce
> Zubrin), ale trzeba zachowywac chociaz odrobine wiecej ostroznosci,
> Zubrin jest niema pewien, ze wszystko bedzie dobrze podczas
> realizacji programu Mars Direct. Nie jestem do konca przekonany,
> czy faktycznie WSZYSTKO pojdzie w rzeczywistosci tak z gorki,
> jak widzi to autor tego projektu.
Pewnosci nie ma sie nigdy, ryzyka usunac sie nie da.
Jakby chciec miec pewnosc, ze faktycznie WSZYSTKO pojdzie
jak z gorki, to by czlowiek z chalupy wyjsc nie mogl...
> Bardzo cenie Bob'a, ale chyba
> za bardzo przywalil go ostatnio sukces Pathfinder'a, ktorego
> przeciez misja przypominala bardziej romantyczna zabawe niz
> powazna misje.
No przepraszam, jego projekt powstal i byl rozpracowywany
w szczegolach NA DLUGO przed misja Pathfindera.
A ze ksiazke Zubrina wydano w Polsce dopiero teraz...
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst -> ZK: -----
> > - Koszt finansowy jest zblizony, jesli sie wykorzysta kluczowy
> > element projektu Zubrina - produkcje paliwa [metan/tlen] na powrot
> > (i na jezdzenie po Marsie) na samym Marsie, zamiast wozenia go
> > z Ziemi (na Marsa wystarczy zawiesc wodor, stanowiacy tylko 5%
> > masy
... wiecej »