Vermiculus wrote:
[ciach]
>>Zgadzam sie i watpie czy sie czegos doczekamy, to chyba nie ta bajka. BTW
>>trudno znalexc jakies SF w miare powaznie traktujace realia ekonomiczne.
>>Wydaje mi sie, ze gdyby ktorys z autorow wzial sie za to, to by nie
>>oderwal od ziemi.:)
> Troche szkoda, ale to trudne zadanie. No i jesli ktos zaczyna sie bawic w
> drobiazgi to latwo mu z budowanego domku z kart wyjac jakis fundament. No
> fakt, szukam w pamieci dobrego SF ekonomicznego i nie znajduje.
Moj znajomy zawsze twierdzil, ze polityka to wrozenie z fusow, a
ekonomia polega na wrozeniu z lotu komet :). Moze dlatego nikt z pisarzy
SF nie pisze o ekonimii, bo by go jeszcze o fantasy posadzili :)
[ciach]
> Lucas wpadl w pulapke o ktorej jest nizej. Najpierw bawil sie w dekoracje z
> bajki: ksiezniczki, imperia, cesarzy itd. A jak potem chcial zbudowac swiat,
> to zamiast pojsc tym tropem, pobawic sie w feudalizm w kosmosie, to zaczal
> odkrecac i zakrecac. Wiesz co mam na mysli.
Z tego, co slyszalam, Lucas mial podobno maniere przesuwania waznych
watkow na poxniej, wychodzac z zalozenia, ze jesli bedzie sporo akcji,
to widz i tak sie nie zorientuje. IMHO, problemy z republikanskimi
kredytkami w E1 wcale nie mialy zasugerowac widzowi, ze z Republika xle
sie dzieje, tylko dac przeslanki do wyscigu.
>> Nadal malo wiemy o Republice, czy glosowania byly powszechne, na ile
>>roznily sie systemy polityczne poszczegolnych planet (przeciez nie
>>wszedzie
>>>wybierano chyba nastoletnie krolowe).
>>To mnie fascynuje - krolowa, demokracja, "ludzie zadecyduja", ale jakos
>>nie widzialem parlamentu na Naboo.
> Mnie tylko przesladuje upiorna wizja Dziennika Ustaw drukowanego jako dodatek
> do "Bravo Girl" ;-)
A kto z czytelnikow tego cuda by zrozumial takie dzielo? :)
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>>To jest fascynujace, jesli kazda planeta
>>>miala swoj specyficzny system z dlugoletnia tradycja, to decyzja
>>Palpiego "od
>>>dzis pelna wladze maja gubernatorzy" musiala wywolac niesamowita burze.
>>Tak, chyba, ze sytuacja calosci systemu politycznego wykazala, ze lokalne
>>wladze nie radza sobie z nia. Moze to rozwoj technologii - sily jednostek,
>>zasiegu itp. Han wspominal, ze przesciga nie tylko bulk criusers ale i
>>wielkie coreliany. Mozna z tego wnioskowac, ze lokalne systemy nie stac na
>>ISDki. Wiec mozliwe, ze tendencje centralistyczne mogly byc calkiem
>>sluszne i miec poparcie spoleczne - bo kto nas biednych Naboonczykow
>>obroni przed taka federacja. A gdy rozszalala sie wojna to
>>podporzadkowanie sie przychodzilo jeszcze latwiej - bo lepiej trzymac sie
>>z silniejszym.
> W wielu przypadkach pewnie tak. Ale jak uspokoilo sie, to zaczely sie
> klopoty. Bo lokalne spoleczenstwa, mogly miec hopla na punkcie pewnych
> tradycji, zwyczajow, przywilejow, wybierania nastolatek nas krolowe, bog wie
> czego jeszcze. W Republice nie bylo klopotu, niektorzy gubernatorzy pewnie
> tez radzili sobie swietnie, ale inni juz niekoniecznie - a byli pod presja:
> musieli sie wykazac takimi dochodami z podatkow i takim udzialem w wysilku
> zbrojnym. W ksiazce Lucas wspomina w dodatku o alienofobii Palpatine'a -
> jesli trzyma sie tej wersji, to sytuacja jest jeszcze trudniejsza.
Alienofobia raczej byla, zwroc uwage, ze w silach Imperium nie
uswiadczysz obcych, ktorych z kolei mamy sporo w Rebelii. Owszem, jest
traboryjec jako donosiciel na Tatooine, sa Lowcy Nagrod, lecz to
przypadki marginalne. W apokryfach jest Thrawn, lecz wszyscy uwazaja, ze
Palpatine tolerowal go wylacznie ze wzgledu na jego geniusz. Inna
sprawa, ze generalnie w swiecie SW, szczegolnie w E4-6 ludzie sa raczej
rasa dominujaca. Pozostali to raczej dopelnienie krajobrazu.
[ciach]
>> B- to jednak nie ten rzad
>>>kosztow. Co innego stopniowe zwiekszanie wydatkow na wojsko, co innego
>>>budowanie poteznej armii od zera.
>>Zgadzam sie. Dla mnie to troche nie realne. Ja rozumiem klony i te sprawy,
>>ale gdzie caly aparat zarzadzania i planowania?
> Dokladnie. Jaka armia moze wygrywac bez kwatermistrzostwa, aprowizacji,
> logistyki.
Barbarzyncy zostawiajacy za soba pas spalonej ziemi i kierujacy sie
zasada: ciagle do przodu :) Tyle tylko, ze taki obraz wojny nijak ma sie
do swiata SW. W jednym z podrecznikow do SWRPG natknelam sie na
informacje, ze za rzadow Palpatine'a flota liczyla okolo 25.000 (!) ISD.
Nawet biorac pod uwage wielkosc galaktyki, to niewyobrazalna liczba. No
i pozostaje pytanie: po co? Bo raczej nie na Rebeliantow.
[ciach]
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>Najwiekszym chyba dorobkiem USA jest wychowanie spoleczenstwa w kulturze,
>>w ktorej za naturalne uznaje sie stala wymiane dobr na nowsze. W duzej
>>mierze to zasluga wzrostu demograficznego. Odbierajac czlowiekowi jego
>>indywidualizm wyksztalcasz podswiadoma chec do szukania tozsamosci. A
>>wtedy podtykasz takiemu delikwentowi nowe dobra ktore maja stworzyc jego
>>tozsamosc. Stad stwierdzenie, ze obecnie gospodarka zajmuje sie masowa
>>produkcja srodkow identyfikacji wlasnej tozsamosci. W zasadzie nie jest
>>wazne co nosisz na czterech literach ale jaka ma metke.
> Zgoda. Podchodzac do tego mniej socjologicznie pamietam dyskusje jak ozywic
> gospodarke Japonii. Ktos zaproponowal: wszyscy Japonczycy musza znalexc sobie
> nowe, drogie hobby. Inny pomysl: musza wszyscy przestawic sie na prawdziwe
> lozka, dzieki temu sprzeda sie ich kilkadziesiat milionow. A prawda polega na
> tym, ze Japonia nadal ma sie jako tako (choc od 10 lat jest w zastoju, ale
> dajcie nam takie problemy), bo co kilka tygodnii trzeba miec nowa komorke,
> nowy ozdobnik na komorke, nowy aparat fotograficzny itd...
Ale tylko dzieki wprowadzeniu tam totalnej amerykanizacji spoleczenstwa.
Japonczycy maja takiego hopla na punkcie USA, ze nawet w swoje piosenki
wtracaja co i rusz kilka angielskich slow. To, co nie wychodzi
Amerykanom na Bliskim Wschodzie, i raczej nie wyjdzie, udalo im sie
doskonale w Japonii. Chyba kwestia mentalnosci i przylozonej sily.
Pozdrawiam
Ami