Witam
> 2. Loco -Federation (CATT): 86,82,1059,7923,8336,156,256k,11k haslo:
eridani
;-)
Szkoda ze to juz koniec, ale ten zawsze kiedys musi nastapic...;-)
Tak wiec dobiegla konca trzecia gierka w jakiej wziolem udzial
co ciekawe zakonczyla sie jako pierwsza... Pozastale dwie wciaz trawaja...
Ale do rzeczy. Postanowilem sobie przed gra ze chce miec kozacka i silna
rase CATT HP, ubzduralem sobie ze moge miec wolniejszy rozwoj i malo planet
ale za to maja byc maxymalnie wypasione. Rasa ambitna acz poczatkowo
kompletnie niegrywalna. Popelnilem sporo bledow przy jej projektowaniu co
odbilo sie na jej fatalnym rozwoju. Pierwsze punkty przewagi jakie mialem na
starcie (zaczynalem dosc wysoko) szybko stracilem i przez wiele lat
zamykalem ranking (no prawie) ;-)
Oto rasa.
The Federation
CA
IFE, TT, NRSE, OBRM, RS
grown 17%
1/12 planet
1/2500
Fabryki 15/8/24 (drogie +1)
Kopalnie 15/4/15
Bio tanie, reszta drogie @3 tech
Wystartowalem dosc korzystnie, w poludniowo-wschodnim rogu nawet sie
ucieszylem bo pomyslalem sobie ze mam go tylko dla siebie ;-), bedzie
dobrze.
Szybko napotkalem na zachodzie slady Zeddow, o przepraszam Nefertitis (ale
jak zwal tak zwal i tak na jedno wyjdzie) i zdaje sie ze Gangrelow, a od
polnocy Eldarow. Acha to jeszcze nie koniec, w samym rogu miedzy mna a
granica mapki wyladowala jeszcze jedna jego mac rasa.... Gdy sie uspokoilem
to logicznie pomyslalem ze przyda sie drugi HW ;-P Kozin bo o nim mowa od
razu byl przeznaczony do exterminacji..
Nawet nie bawilem sie w dyplomacje tylko od razu przystapilem do
desantowania jego bezbronnych koloni, ktore ten osmielil sie zalozyc w
przestrzeni Federacji ;-) Oplacilo sie, bo Kozin sie niczego nie
spodziewal... W ten sposob po paru latach zabierania tego co mi sie slusznie
nalezalo powstala "naturalna" ;-) granica izolujaca wroga w waskim pasie
planet o szerokosci 200 ly ;-).
Idea byla taka by zapoznic go technologicznie na tyle by moc pozniej spic
smietanke bez wiekszego wysilku.. Bylo by pieknie gdyby nie wtracanie sie
ras trzecich a zwlaszcza pewnego jednego upartego Joata.. ale o tym za
chwile.
Niestety mialem beznadziejny start... wolna rasa (HP) ktora a do tego mocno
zielone planety pojawily sie dopiero w odleglosci okolo 300ly od HW.. I co
gorsza 5 na raz -nie mialem srodkow by zabezpieczyc sobie je wszystkie. Lot
do nich trwal cale lata.... Stracilem duzo czasu i niesty nie dostalem ich
wszystkich. No i te smieszne propozycje granic jakie dostawalem od
praktycznie kazdej rasy wkolo, szkoda gadac. Jedynie z Eldarami dalo sie
sensownie porozmawiac...
Jako ze HP nie znosi wczesnych wojen, a ta z Kozinem niestety byla nie do
unikniecia, postanowilem ze nastepnym etapem jego izolowania bedzie...pokoj
;-) Ten, po utracie kilku waznych koloni i paru udanych blefach z mojej
strony zgodzil sie na niekorzystne dla siebie warunki i odtad mialo byc juz
z gorki... Musze przyznac ze mialem dobre wyczucie czasu, bo jak sie okazalo
juz wowczas Kozin dysponowal lepszym Weap ode mnie ;-). Byl to czas gdy
zaciesnialem stosunki dyplomatyczne z Eldarsami (Shandar) z polnocy i juz
wowczas wybralem sobie tamta rase jako strategicznego partnera z ochota na
wiecej...;-)
Pozostawalo tylko przekonac Shandara ze to dobry dla niego uklad. Wiedzialem
ze jego rasa jest bardziej ruchliwa i gdyby tylko chcial moglby mnie latwo
rozlozyc na lopatki. Tym bardziej ze oczywistym bylo ze CATT zaatakuje w
pierwszej kolejnosci innego CATT ;-)
Zaproponowalem mu nieprzekraczalna granice/strefe wplywow, wspolne badania
(mialem dostarczac BIO, co Shandar przyjal chetnie gdyz dzieki temu mogl sie
skupic na reszcie) i na znak dobrej woli oddalem mu najbardziej zielona i
jedyna zielona wowczas planete na naszej granicy. Starcilem duza okazje dla
siebie (nie mialem wowczas ze wiele planet) i pewnie sie przez to
spowolnilem, ale za to zyskalem wartosciowego sojusznika.
Tu decyzje pomogl Shandarowi podjac przede wszystkim Nefertitis, ze swoja
bardzo agresywna expansja. Nefer gral ostro, wywoluac postrach wsrod
sasiadow, ale tez w ten sposob sam sobie kopal grob, i to gleboki...
Atakowi niemalze wszystkich dookola, a nie musze dodawac ze byl w centrum...
No i byl CATT :-)) Wowczas wiedzialem ze z Eldarsami bedzie spokoj na dlugo
bo ci beda sie zwalczac do konca. Dzieki Zedd ;-)
No coz ja tez graniczylem z Nefertitis na waskim odcinku co bylo dosc
klopotliwe, gdyz nie zdazylem zabezpieczyc jednej z dwoch mocno zielonych
planet ktore wypadly na granicy z nim, na ktore obaj mielismy ochote. I tak
oto zaczela sie wojna z Nefertitis o jedna planete, standardowy scenariusz..
Niestety nie byla ona korzystna dla mnie, jako ze tamta rasa tez byla
szybsza i bardziej elastyczna.. Co tu duzo mowic kazda rasa byla w tej
kwestii lepsza od mojej.. Nieustrzeglem sie bledow w jej projektowaniu
(koszt fabryk 4 germ, brak optymalizacji rasy, brak testow podyktowany
brakiem czasu). Przez dlugi czas zamykalem stawke ale wiedzialem ze jak
przetrwam dostatecznie dlugo to wyjde na prosta... Wiekszosc wolnych zosobow
angazowalem do ochrony granicy z Neferem, nie podejmowalem tam zadnych
ofensywnych dzialan, nie bylo sensu. Nefer tez mnie wyprzedzal
technologicznie, poza tym dostawal wsparcie militarne i technologiczne od
Zealotow (najwiekszy maciciel w tej galaktyce), i generalnie mial wiecej
planet ode mnie. Dobrze ze Nefer skupil sie na Eldarze, mialem wzgledny
spokoj, a moj sojusznik radzil sobie z Neferem zreszta znakomicie. No i nie
mozna zapomniec o kilku blyskotliwych akcjach Shandara, ratujacych mnie
przed Zeddem.
Z podowu Nefertitis dalem pozyc Cozinowi dluzej niz poczatkowo zamierzalem,
nie bylem w stanie skutecznie walczyc na 2 frontach, tymbardziej ze na
wskutek opoznionego rozwoju nie przewyzszalem Cozina tak bardzo jak bym
chcial. No i Zealot tez maczal w tym swoje palce dajac mu techy bez
opamietania... w ogole Zealot rozdawa je na lewo i prawo.
No ale minal jakis czas i nie bylo wyboru, potrzebowalem wowczas juz
przestrzeni zyciowej. Moj teraforming (Bio) strasznie kulal, wiec planet
wciaz pozostawalo sporo czerwonych a u Kozina bylo ich duzo zielonych :-)..
Tak wiec po raz pierwszy wypuscilem ofensywe na Kozina w erze Kruzerow (wg
mojego czasu), co jak sie okazalo napotkalo opor w postaci Bsow Zealota
czekajacych na mnie z zasadzka..(nie ma to jak leciec przez kilka lat flota
po to by w na koncu pratrzec jak wrog tnie ja bezlitosnie na zyletki...;-(
Odrobilem lekcje i nastepny atak przypuscilem juz na BSach, z zabojczym dla
Kozinow skutkiem. Niestety bylo to stanowczo za pozno... Teraforming wowczas
pozwalal mi na zasiedlenie wielu czerwonych dotad planet na moim terenie tak
ze w rezultacie zdobyczne planety Cozina nie byly juz tak znaczace, poza
oczywiscie jego HW ;-)
Dzieki temu zabezpieczylem sobie caly rog, a od polnocy mialem 100%
bezpieczna granice z Eldarem (pozniej podpisalismy sojusz I'll Kill u last)
tak ze w rezultacie pozostal mi tylko front z... no wlasnie w miedzy czasie
Eldar pozamiatal Zedd'a.. Zdazylem sie zalapac tylko na kilka jego
planet..;-( No dobra zatem pozostal mi tylko front z Gangrelem, ktorego
rownierz w miedzy czasie sprytnie podszedl Zealot (zajmowal sasiedni rog
mapki - tj poludniowo- zachodni) i nie wiedziec jak ani skad pozajmowal tez
calkiem sporo planet na rdzennym terytorium Gangrelsow tworzac dla niego
bufor ochronny. Gdyby nie to, atak na Ganga wystartowal by duzo wczesniej.
Przez jakis czas bylem neutralny i utrzymywalem z nim(i) dobre stosunki, ale
szykowalem sie do wojny, maxowalem planety, maxowalem techy itp. Tu ogromna
rola Shandara ktory w stosunku do mnie odgrywal role instytucji
charytatywnej... Niestety poza Bio przez dlugi czas nie bylem mu sie w
stanie w jakikolwiek sposob zrekompensowac. Bylem zapozniony o jakies 10-15
lat, dlatego transfer techow odbywal sie praktycznie tylko w moim kierunku.
Jednakze wraz z wymaxowaniem planet dzieki cudownej cesze HP z ostatnich
miejsc szybko awansowalem do pierwszej trojki...;-)
Zabawne bo dopoki nie zrobilem pierwszego ruchu, Zealot caly czas naklanial
mnie do zmiany strony, bojac sie mnie zaatakowac wprost by czasem nie zmusic
mnie w ten sposob do wziecia strony Eldarsow. Niestety biedak nie wiedzial
ze to nie mozliwe, i ze nie zwroce sie przeciwko mojemu sojusznikowi.;-)
Wczesniej Zealot co bylo do przewidzenia wmieszal sie w wojne z Eldarami,
ratujac Zedda (Nefertitis). Chyba dosc mocno liczyl na moj udzial w kampani
przeciwko Shandarowi. A wlasciwie krucjacie, bo pod koniec gry z Eldarem
walczyli juz praktycznie wszyscy...
Byl jeszcze krotki epizod z udzialem 2 lub 3 planet ktore zalozylem na
terenach granicznych miedzy Fraglesa/Mroza, jednakze bylo one bez wiekszego
znaczenia strategicznego, chyba tylko po to by napsuc im krwi... ;-) Z
Fragiem troche wspolpracowalem, gdy juz sie nieco wzmocnilem i przekazywalem
mu stare kontrukcje, miedzy innymi Bsy po wojnie z Cozinem. Jak to mowia
przyjaciel mojego przyjaciela....;-)
Mialem jeszcze plany zwiazane z Gzzzzy (SS) gdyz chcialem by ten nam
dostarczal RB i Overkloakow, ale niestety nie dalo sie z nimi prowadzic
wspolpracy ze wzgledu na dlugie przerwy w aktywnosci Roya..
Troszeczke zaluje ze gra zakonczyla sie tak szybko, liczylem ze zdobyte na
Zealu planety pozwola mi jeszcze powalczyc o 1 miejsce.. ;-) Ostatecznie
zepchnelismy Zealotow na 3 pozycje.. No dobrze tak wlasciwie pomimo iz bylo
to zwyciestwo grupowe (no dobra teamowe, bo grupa to ciezko nazwac....)
zasluga w glownej mierze przypada Shandarowi, bo to on glownie sie do tego
przyczynil... Sobie przypisac za wiele nie moge, choc calkiem niezle
trzymalem w szachu glowna flote wrogiego sojuszu... (do bitwy mialo dojsc
lada dzien....buuu) Nie ma to jak
zabawa w kotka i myszke.. A Sojusz mieli
pokazny, zajmowali blisko 2/3 galaktyki i skupiali 6 ras o czym pisal
Shandar.
Tak wiec bylo to 6 (pozniej po wykonczeniu zedda i Kozina 4) Vs. 2 rasy.
Niezle ;-)
Oglnie takie zwyciestwa ciesza... Chcialbym w nim odegrac wieksza role, bo
nie ma co ukrywac przez dlugi okres bylem na garnuszku Shandara, starajac
... wiecej »